ŁKS przywiózł z Wrocławia jeden punkt. Trener Grzegorz Szoka nie ukrywał frustracji po tym, jak jego zespół roztrwonił dwubramkowe prowadzenie.
Złość i niedosyt
Łodzianie przez większą część meczu ze Śląskiem Wrocław grali lepiej od wicelidera ekstraklasy. Prowadzili 2:0 i kontrolowali spotkanie. W ciągu zaledwie pięciu minut wszystko się jednak posypało – rywale doprowadzili do remisu, a ŁKS stracił zwycięstwo, które miał niemal w kieszeni.
Szoka nie gryzł się w język po końcowym gwizdku. Przyznał, że drużyna była w doskonałej sytuacji i nie potrafiła jej wykorzystać. – Chce mi się krzyczeć, ale bardzo dużo zrobiliśmy, żeby być w tym miejscu – powiedział trener ŁKS-u.
Chwila dekoncentracji, która kosztowała trzy punkty
Szoka wskazał dokładnie, w którym momencie jego zespół stracił kontrolę nad meczem. Według niego wszystko zaczęło się od chwili nieuwagi po golu na 2:0. – Pozwoliliśmy sobie na moment dekoncentracji, który skończył się golem na 1:2 – ocenił szkoleniowiec. Potem swoje zrobiła gorąca atmosfera na stadionie, która nakręciła gospodarzy do odrabiania strat.
Nie można pozwolić, żeby to podcięło skrzydła
Trener zaapelował też do drużyny, żeby nie dała się złamać tym rozczarowaniem. Sezon jeszcze trwa, a ŁKS wciąż walczy o swoje cele. – Musimy zrobić wszystko, żeby remis w takich okolicznościach nie podciął nam skrzydeł – zaznaczył Szoka. Dodał, że emocje muszą najpierw opaść, zanim drużyna przystąpi do analizy tego spotkania i przygotowań do kolejnych meczów.
