Łodzianie przez ponad godzinę kontrolowali mecz ze Śląskiem. Potem w ciągu kilku minut oddali wszystko, co wypracowali.
Piasecki otworzył wynik
ŁKS przyjechał do Wrocławia bez większych oczekiwań – Śląsk wygrał osiem z ostatnich dziesięciu spotkań i był wyraźnym faworytem. Łodzianie zagrali jednak odważnie i wysoko pressowali rywala, który popełniał błędy przy wyprowadzeniu piłki. W 42. minucie Arasa przejął piłkę w okolicach pola karnego i natychmiast obsłużył Piaseckiego. Napastnik wyszedł sam na sam z bramkarzem i pewnie pokonał Szromnika. ŁKS schodził do szatni z zasłużoną zaliczką.
Matsenko pomógł gościom
Po przerwie Śląsk zaczął wywierać presję, ale to ŁKS strzelił drugiego gola. Arasa zagrał wzdłuż prawej strony i dośrodkował w pole karne, gdzie Matsenko skierował piłkę do własnej siatki. Łodzianie prowadzili 2:0 i wydawało się, że mają mecz pod kontrolą.
Pięć minut, które przekreśliły wygraną
Chwilę po wznowieniu gry Śląsk przeprowadził składną akcję po lewej stronie. Samiec-Talar dośrodkował płasko w pole karne i Kurowski dopełnił formalności – było 1:2. Kilka minut później ten sam Matsenko, który wpakował gola do własnej siatki, tym razem trafił we właściwą bramkę po rzucie rożnym. ŁKS w ciągu kilku minut stracił dwa gole i to, co budował przez całe spotkanie, przestało mieć znaczenie. Do końca meczu żadna z drużyn nie zdołała strzelić kolejnego gola.







