Łodzianie mieli w rękach pewny awans do strefy barażowej, ale sami sobie zabrali tę szansę. Przegrali z Puszczą Niepołomice 0:1, choć przez ponad pół godziny grali w przewadze i mieli rzut karny. Fabian Piasecki trafił prosto w bramkarza.
Karny, który mógł zmienić wszystko
ŁKS jechał do Niepołomic z prostym zadaniem – wygrać i mieć spokój przed ostatnią kolejką. W 30. minucie dostał do tego idealne narzędzie. Sędzia podyktował rzut karny, do piłki podszedł Fabian Piasecki – najskuteczniejszy napastnik drużyny. Michał Perchel odgadł zamiary strzelca, obronił uderzenie, a chwilę później zablokował też dobitkę. To był moment, który zdecydował o losach meczu.
Czerwona kartka dla zawodnika Puszczy
Puszcza strzeliła pierwsza. W 51. minucie Amarildo Gjoni wykorzystał jedenastkę i dał gospodarzom prowadzenie. Wydawało się, że sytuacja ŁKS-u jest zła, ale zaraz po tym stała się lepsza – Adrian Piekarski zobaczył czerwoną kartkę po analizie VAR i Łodzianie zaczęli grać w przewadze. W 70. minucie Piasecki wbił piłkę do siatki, kibice zaczęli świętować, ale sędzia anulował trafienie. Lewandowski miał faulować rywala przed tym, jak zgrał piłkę do napastnika. ŁKS nie strzelił już więcej.
Ostatnia kolejka rozstrzygnie wszystko
Łodzianie wciąż nie mają pewnego miejsca w barażach o awans do PKO BP Ekstraklasy. W ostatniej kolejce zagrają z Górnikiem Łęczna, który jest już matematycznie skazany na spadek. Teoretycznie to najłatwiejszy możliwy rywal, ale po niedzielnym meczu nikt nie może być już niczego pewny.





