DR Konga zapisała się w historii futbolu. W meczu grupowym mistrzostw świata pokonała Uzbekistan 3:1 i po raz pierwszy awansowała do fazy pucharowej turnieju. W 1/16 finału Kongijczycy zmierzą się z Anglią. Steve Kapuadi, piłkarz Widzewa Łódź, na to spotkanie czeka na swojej szansę.
Historia pisana naszych oczach
Mecz z Uzbekistanem nie zaczął się dla Kongijczyków łatwo. Uzbekistan objął prowadzenie już w 10. minucie po efektownym lobie Eldora Shomurodowa. DR Konga musiała gonić wynik, a czas upływał. Przełom nastąpił w 68. minucie, gdy sędzia podyktował rzut karny po faulu na Yoane Wissie. Ten sam Wissa podszedł do jedenastki i nie zmarnował okazji. Remis rozgrzał stadion w Atlancie do czerwoności. Dziesięć minut później Fiston Mayele wyprzedził bramkarza i wepchnął piłkę do siatki. W doliczonym czasie gry Wissa przypieczętował zwycięstwo swoim drugim golem i posłał Kongijczyków w miejsce, w którym nigdy wcześniej nie byli.
Kapuadi czeka
Na boisku zabrakło jednak Steve’a Kapuadiego. Obrońca Widzewa Łódź nie pojawił się w tym meczu ani przez chwilę. Selekcjoner wyraźnie go oszczędza. Trudno się dziwić – jeśli ma ktoś zatrzymać angielskich napastników, to właśnie tacy zawodnicy będą potrzebni. Anglia to najtrudniejszy możliwy rywal w tej fazie turnieju. DR Konga pokazała jednak w meczu z Uzbekistanem, że potrafi walczyć nawet wtedy, gdy wszystko idzie nie tak. Kapuadi może dostać szansę w najważniejszym meczu w historii swojej reprezentacji. Widzewiacy na pewno będą trzymać kciuki.
