Widzew Łódź przez większość sobotniego meczu ze Śląskiem Wrocław grał w dziesięciu zawodników, a mimo to przez długi czas prowadził różnicą dwóch bramek. Ostatecznie łodzianie nie upilnowali korzystnego wyniku i musieli zadowolić się remisem 3:3. Spotkanie 6. kolejki PKO BP Ekstraklasy zakończyło się jednym z bardziej dramatycznych wyników tego sezonu.
Czerwona kartka już w 7. minucie
Losy meczu zaczęły się ważyć bardzo wcześnie. Już w 3. minucie sędzia Marcin Kochanek analizował sytuację przy polu karnym Widzewa, a po interwencji VAR w 7. minucie Przemysław Wiśniewski zobaczył czerwoną kartkę. Od tego momentu Widzew grał w osłabieniu, jednak wcale nie przeszkodziło mu to w grze. W 15. minucie po dobitce Mario Garcii łodzianie objęli prowadzenie, a w 36. minucie Fran Alvarez podwyższył na 0:2. Do przerwy Śląsk nie oddał żadnego celnego strzału.
Trzecia bramka mimo gry w dziesiątkę
Po zmianie stron Śląsk złapał kontakt. W 47. minucie do siatki trafił Luka Marjanac, choć ostatecznie gola zapisano jako samobójczego dla Steve’a Kapuadiego. Widzew odpowiedział jednak szybko. W 63. minucie Angel Baena po dośrodkowaniu Mario Garcii ustalił wynik na 3:1. Mimo gry w osłabieniu zespół z Łodzi wydawał się mieć mecz pod kontrolą, prowadząc dwiema bramkami różnicy na kwadrans przed końcem.
Widzew stracił prowadzenie w ostatnich minutach
Od tego momentu inicjatywę przejął Śląsk. W 78. minucie Przemysław Banaszak głową zdobył kontaktową bramkę na 2:3. Wrocławianie napierali coraz mocniej, a w 84. minucie Luka Marjanac trafił do siatki, choć gol został anulowany po analizie VAR z powodu spalonego. Presja Śląska w końcu przyniosła efekt. W 89. minucie, w doliczonym czasie gry, Eniss Shabani główką ustalił wynik na 3:3.
Widzew mógł wygrać, alestracił dwa punkty
Mimo gry w osłabieniu przez ponad 80 minut, to Widzew Łódź przez większość spotkania dyktował warunki i prowadził różnicą dwóch bramek. Ostatecznie jednak drużyna z Łodzi nie upilnowała korzystnego wyniku i wypuściła zwycięstwo z rąk w ostatnich minutach.
