30 lat temu Widzew dokonał niemożliwego. Przegrywał 0:3, a potem wydarzyło się coś niezwykłego

Daro
Daro

To jeden z tych meczów, które na zawsze zapisały się w historii nie tylko Widzewa, ale polskiej piłki. 21 sierpnia 1996 roku Łodzianie przegrywali w Kopenhadze z Broendby 0:3 i byli o krok od odpadnięcia z eliminacji Ligi Mistrzów. Potem strzelili dwie bramki, a decydujący gol padł w 89. minucie. Widzew awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Do dziś był to jedyny występ łódzkiego klubu w tych elitarnych rozgrywkach.**

Wydawało się, że jest już po wszystkim

W pierwszym meczu rozegranym w Łodzi Widzew prowadzony przez trenera Franciszka Smudę wygrał 2:1. To była cenna zaliczka, ale w rewanżu w Kopenhadze Duńczycy szybko odrobili straty i to z nawiązką.

Po 48 minutach prowadzili 3:0, a kibice na stadionie zaczynali świętować awans. Widzew znajdował się w bardzo trudnej sytuacji, ale szkoleniowiec wpajał piłkarzom, by zawsze grać do końca.

Citko dał Widzewowi nadzieję

I przyszedł moment, który odmienił losy dwumeczu. W jednej z akcji Radosław Michalski znakomicie podał do Marka Citki. Ten zdobył bramkę na 1:3. Gol sprawił, że Duńczycy nagle zaczęli grać dużo bardziej nerwowo. Wiedzieli, że Widzew potrzebuje już tylko jednego trafienia, by wywalczyć awans.

Tajemniczy piłkarz Widzewa z nr. 29. Pojechał na mecz z Monaco. W polskiej bazie zawodników go nie ma

Łodzianie zaatakowali. Broendby nie potrafiło już grać tak swobodnie jak wcześniej, a każda kolejna akcja gości zwiększała napięcie na stadionie. – Smuda zaszczepił nam wiarę w sukces. Niesamowitą wiarę – wspominał po latach Marek Citko.

Gol, który uciszył Kopenhagę

W końcówce Widzew coraz mocniej naciskał. W 89. minucie kolejną akcję rozpoczął Michalski, który podał do Sławomira Majaka. Ten oddał strzał, a piłkę zmierzającą do bramki do siatki skierował jeszcze Paweł Wojtala.

Naprawa torowiska na Placu Kościelnym. MPK wykorzysta ostatni tydzień wakacji

To oznaczało awans Widzewa. Gospodarze byli załamani, a łodzianie musieli jeszcze przetrwać doliczony czas gry. Sędzia Ahmed Cahar przedłużył spotkanie o trzy minuty. Te chwile przeszły do historii polskiej piłki także za sprawą słynnego komentarza Tomasza Zimocha. „Panie Turek, niech pan tu kończu to spotkanie” – emocjonował się komentator Polskiego Radia. To dokładne słowa, choć utarło się, że krzyczał “Panie Turek, kończ pan ten mecz”.

Widzew po raz pierwszy i jak dotąd ostatni

Widzew utrzymał wynik i awansował do Ligi Mistrzów. Był to historyczny sukces klubu z Łodzi. Co ważne, do dziś pozostaje to jedyny jego występ w fazie grupowej Ligi Mistrzów. 

Zespół Smudy przeszedł do historii, a spotkanie w Kopenhadze stało się jednym z najbardziej legendarnych meczów w dziejach klub i polskiej piłki.

W Madurowiczu młode mamy nie zostają same. Tak dbają o nie lekarze

Ale nie jedyny, bo wynik 3:2 stał się jednym z ulubionych. W sezonie 1982/1983 Widzew przegrał w rewanżu z Liverpoolem 2:3, ale u siebie zwyciężył 2:0 i awansował do półfinału Pucharu UEFA, a angielscy kibice bili mu brawo. 3:2 Widzew też wygrał na Łazienkowskiej z Legią w najsłynniejszym meczu krajowych rozgrywek. Z kolei w sezonie 1980/81 okazał się lepszy od Juventusu (3:1 i 1:3), a awans w Pucharze UEFA po rzutach karnych świętował w Turynie. 

Quick Link

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *