To jeden z tych meczów, które na zawsze zapisały się w historii nie tylko Widzewa, ale polskiej piłki. 21 sierpnia 1996 roku Łodzianie przegrywali w Kopenhadze z Broendby 0:3 i byli o krok od odpadnięcia z eliminacji Ligi Mistrzów. Potem strzelili dwie bramki, a decydujący gol padł w 89. minucie. Widzew awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Do dziś był to jedyny występ łódzkiego klubu w tych elitarnych rozgrywkach.**
Wydawało się, że jest już po wszystkim
W pierwszym meczu rozegranym w Łodzi Widzew prowadzony przez trenera Franciszka Smudę wygrał 2:1. To była cenna zaliczka, ale w rewanżu w Kopenhadze Duńczycy szybko odrobili straty i to z nawiązką.
Po 48 minutach prowadzili 3:0, a kibice na stadionie zaczynali świętować awans. Widzew znajdował się w bardzo trudnej sytuacji, ale szkoleniowiec wpajał piłkarzom, by zawsze grać do końca.
Citko dał Widzewowi nadzieję
I przyszedł moment, który odmienił losy dwumeczu. W jednej z akcji Radosław Michalski znakomicie podał do Marka Citki. Ten zdobył bramkę na 1:3. Gol sprawił, że Duńczycy nagle zaczęli grać dużo bardziej nerwowo. Wiedzieli, że Widzew potrzebuje już tylko jednego trafienia, by wywalczyć awans.
Łodzianie zaatakowali. Broendby nie potrafiło już grać tak swobodnie jak wcześniej, a każda kolejna akcja gości zwiększała napięcie na stadionie. – Smuda zaszczepił nam wiarę w sukces. Niesamowitą wiarę – wspominał po latach Marek Citko.
Gol, który uciszył Kopenhagę
W końcówce Widzew coraz mocniej naciskał. W 89. minucie kolejną akcję rozpoczął Michalski, który podał do Sławomira Majaka. Ten oddał strzał, a piłkę zmierzającą do bramki do siatki skierował jeszcze Paweł Wojtala.
Naprawa torowiska na Placu Kościelnym. MPK wykorzysta ostatni tydzień wakacji
To oznaczało awans Widzewa. Gospodarze byli załamani, a łodzianie musieli jeszcze przetrwać doliczony czas gry. Sędzia Ahmed Cahar przedłużył spotkanie o trzy minuty. Te chwile przeszły do historii polskiej piłki także za sprawą słynnego komentarza Tomasza Zimocha. „Panie Turek, niech pan tu kończu to spotkanie” – emocjonował się komentator Polskiego Radia. To dokładne słowa, choć utarło się, że krzyczał “Panie Turek, kończ pan ten mecz”.
Widzew po raz pierwszy i jak dotąd ostatni
Widzew utrzymał wynik i awansował do Ligi Mistrzów. Był to historyczny sukces klubu z Łodzi. Co ważne, do dziś pozostaje to jedyny jego występ w fazie grupowej Ligi Mistrzów.
Zespół Smudy przeszedł do historii, a spotkanie w Kopenhadze stało się jednym z najbardziej legendarnych meczów w dziejach klub i polskiej piłki.
W Madurowiczu młode mamy nie zostają same. Tak dbają o nie lekarze
Ale nie jedyny, bo wynik 3:2 stał się jednym z ulubionych. W sezonie 1982/1983 Widzew przegrał w rewanżu z Liverpoolem 2:3, ale u siebie zwyciężył 2:0 i awansował do półfinału Pucharu UEFA, a angielscy kibice bili mu brawo. 3:2 Widzew też wygrał na Łazienkowskiej z Legią w najsłynniejszym meczu krajowych rozgrywek. Z kolei w sezonie 1980/81 okazał się lepszy od Juventusu (3:1 i 1:3), a awans w Pucharze UEFA po rzutach karnych świętował w Turynie.
