Boniek o Łodzi, Widzewie i najwspanialszym momencie. „To było coś fantastycznego”

Daro
Daro

Zbigniew Boniek po raz kolejny wrócił do Łodzi, miasta, z którym związane są najważniejsze momenty jego piłkarskiej kariery. Były reprezentant Polski i piłkarz Widzewa odsłonił swoją pamiątkową tablicę w Galerii Sław Łódzkiego Sportu. Przy tej okazji wspominał lata spędzone przy al. Piłsudskiego, pamiętny mecz z Juventusem oraz zdradził, dlaczego numer 20 do dziś ma dla niego szczególne znaczenie.

Bydgoszcz, Łódź, Turyn, Rzym – to miasta, które są panu szczególnie bliskie. Które miejsce zajmuje Łódź?

Zbigniew Boniek: Bardzo wysokie. Jest na podium i to na bardzo wysokim miejscu. Urodziłem się w Bydgoszczy. Jestem Bydgoszczaninem, który został zaadoptowany przez Łódź i czuł się tutaj znakomicie. To były najpiękniejsze lata mojego życia, jeśli chodzi o karierę sportową. Z Juventusem wygrałem więcej, dużo więcej, ale to, co zrobiliśmy tutaj z kolegami, kibicami i prezesami Widzewa, dzisiaj wydaje się już tylko historią. Jednak w tamtych czasach, kiedy życie było zupełnie inne, grać na takim poziomie i mieć drużynę, która osiągała takie wyniki, było czymś nieprawdopodobnym.

Łódź uhonorowała Zbigniewa Bońka. Legenda polskiej piłki w Galerii Sław Łódzkiego Sportu

Jaki był najwspanialszy moment podczas gry w Widzewie?

– Było wiele takich chcwil i trudno je porównywać. Zdobycie mistrzostw Polski było konsekwencją całorocznej, dobrej gry. Natomiast w sercu szczególnie został mi mecz w Turynie z Juventusem, który wygraliśmy po rzutach karnych. Sędzia chciał nas wyeliminować za wszelką cenę, nie uznał nam prawidłowej bramki na 2:2. Doszło do rzutów karnych, w których ich znokautowaliśmy. To było coś fantastycznego. Po tym meczu popłakałem się na środku boiska jak dziecko.

Bez Arasy i bez goli. ŁKS zremisował w Opolu

Jaką ma pan dziś formę? Zagra pan w Meczu Gwiazd?

– Przyjechałem, idę na wspólną kolację, ale nie zagram, bo mam drobny uraz. Życzę jednak wszystkim, żeby była to fajna, sympatyczna i dobra zabawa. Ostatnim razem chyba był remis. Jak to się mówi: lepiej zawsze dwóch rannych niż jeden nieżywy. Skończyłem 70 lat, czuję się dobrze i jeszcze mógłbym troszeczkę pograć, ale tym razem pasuję.

Sporo było dziś symboliki przy odsłonięciu pamiątkowej tablicy. Grał pan na mistrzostwach świata w Hiszpanii z numerem 20, jesteśmy przy wejściu numer 20, a w 2020 roku został pan honorowym obywatelem Łodzi.

– W Argentynie, na mistrzostwach świata w 1978 roku, grałem z numerem 18. Byłem wtedy młody, wybierałem jako ostatni i została mi właśnie 18. Natomiast przed mistrzostwami świata w Hiszpanii losowaliśmy numery. Chyba byłem trzeci w kolejności i nie wiem, skąd wzięła mi się ta dwudziestka. Jakoś się jednak do niej przyzwyczaiłem. Muszę powiedzieć, że moje wnuki, które zaczynają grać w piłkę, kiedy robią sobie koszulki, też wybierają numer 20.

No to jeszcze poczekają… Zeqiri nie odejdzie z Widzewa

Z przymrużeniem oka zapytam: za granicą zdarza się, że na hasło „Polska” wymieniają Lecha Wałęsę, Jana Pawła II i Zbigniewa Bońka. Jest pan jedną z trzech najbardziej rozpoznawalnych osób z Polski za granicą?

– Nie, jest jeszcze Robert Lewandowski. Ale rzeczywiście kiedyś tak było. Dzisiaj jest już trochę inaczej. Muszę jednak z wielką satysfakcją powiedzieć, że kiedy czasami rozmawiam o Polsce, słyszę o pięknym kraju. O tym, że jest bezpiecznie, fajnie się żyje, można wieczorem chodzić po deptakach, są dobre restauracje, jest czysto i ładnie. I musimy o to dbać. Dzisiaj coraz częściej ludzie chcą przyjeżdżać do Polski, bo czują się tutaj dobrze i bezpiecznie. Polska im się podoba.

Quick Link

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *