Łódzka prokuratura ujawnia kolejne fakty w sprawie brutalnego gwałtu, po którym zmarła 30-letnia kobieta. Okazuje się, że zatrzymany 63-latek nie był dla śledczych zupełnie nieznany – już wcześniej miał na koncie interwencję związaną z przemocą domową.
Niebieska karta założona przez własną córkę
Z ustaleń śledczych wynika, że w 2023 roku wobec mężczyzny wszczęto procedurę tzw. niebieskiej karty. Wniosek złożyła jego córka – ta sama kobieta, która krytycznej nocy przyszła do mieszkania ojca razem z koleżanką. To właśnie ta koleżanka, jak się później okazało, padła ofiarą gwałtu.
Wcześniej tylko kradzież prądu
Z danych, które przekazała prokuratura wynika, że wcześniej 63-latek był karany jedynie za kradzież prądu. Prokurator Emilia Michałowska-Marchewa zaznacza, że odnotowano też jedną interwencję – dotyczyła leżącego na ziemi, pijanego mężczyzny – i nie miała ona związku z przemocą.
Sąsiedzi wolą milczeć
Osoba znająca rodzinę zatrzymanego przyznaje, że w jego domu od lat dochodziło do awantur. Sama – jak mówi – wolała go unikać. Sąsiedzi z tej samej kamienicy nie chcą jednak komentować sprawy.
Co się wydarzyło w noc gwałtu
Do tragedii doszło w nocy z 4 na 5 lipca. Kobiety wspólnie odwiedziły mieszkanie 63-latka. W pewnym momencie córka mężczyzny opuściła lokal, zostawiając koleżankę samą z ojcem – ta, jak twierdzi, nie chciała wyjść razem z nią. 30-latka miała być w tym czasie mocno nietrzeźwa.
Mężczyzna przyznał się do obcowania z ofiarą i złożył obszerne wyjaśnienia. Miał wykorzystać stan jej odurzenia. Kobieta trafiła do szpitala z poważnymi obrażeniami, których lekarze nie zdołali wyleczyć.
Sekcja zwłok nie dała jednoznacznej odpowiedzi
Przeprowadzona sekcja zwłok nie wykazała jednoznacznie przyczyny śmierci. Na szczegółowe wyniki badań trzeba będzie poczekać jeszcze około trzech tygodni. Ze względu na drastyczny charakter sprawy prokuratura nie ujawnia dalszych szczegółów dotyczących obrażeń. 63-latek został tymczasowo aresztowany
