Widzew Łódź odpadł z Pucharu Polski. Korona Kielce lepsza od podopiecznych Vukovicia.

SW
SW

Widzew Łódź zakończył udział w tegorocznej edycji Pucharu Polski już na etapie 1/32 finału. Zespół Aleksandara Vukovicia przegrał z Koroną Kielce 0:1. O awansie gości do kolejnej rundy zdecydował gol głową Daniela Bąka.

Bąk decyduje o losach spotkania

O awansie Korony przesądziła jedna akcja w drugiej połowie. W 73. minucie Konrad Ciszek, który chwilę wcześniej wszedł na boisko, zszedł lewą stroną i dośrodkował w pole karne. Piłkę główką skierował do siatki Daniel Bąk, również wprowadzony do gry tuż przed golem. To był jedyny celny strzał gości w całym meczu, ale w pucharowym starciu liczy się wynik, a nie liczba okazji.

Widzew grał lepiej, lecz bez skuteczności

Statystyki pierwszej połowy przemawiały na korzyść gospodarzy. Łodzianie oddali jedenaście strzałów, w tym dwa celne, podczas gdy Korona zanotowała zaledwie cztery próby, wszystkie niecelne. Widzew miał też swoje momenty, które mogły dać prowadzenie. Sebastian Bergier trafił w słupek po strzale z dystansu, a chwilę przed przerwą Stipe Biuk również uderzył w słupek, a dobitkę Bergiera do siatki sędzia anulował z powodu spalonego. Bramkarz Korony Rafał Mamla musiał też interweniować po strzale Emila Kornviga zza pola karnego.

Po stracie gola Widzew rzucił się do odrabiania strat, ale skuteczności zabrakło do samego końca. W 81. minucie Mamla popisał się najlepszą interwencją meczu, broniąc główkę Giannisa Papanikolaou. Kilka minut wcześniej Korona jeszcze raz ratowała się słupkiem po dobitce Bergiera. Mimo doliczonych trzech minut łodzianie nie zdołali doprowadzić do wyrównania i musieli pogodzić się z odpadnięciem z rozgrywek.

Kolejna porażka z Koroną

Dla Widzewa to już kolejna z rzędu porażka z Koroną Kielce. Dwa tygodnie wcześniej kielczanie wygrali z łodzianami także w lidze, 2:1. Tym razem stawka była wyższa, bo chodziło o awans w Pucharze Polski,. Mecz na Stadionie Miejskim przy alei Piłsudskiego obejrzało 15 578 kibiców.

Quick Link

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *