Łodzianie mieli w rękach trzy punkty. Stracili je w doliczonym czasie gry.
Widzew pojechał do Częstochowy z nadzieją na pierwsze zwycięstwo nad Rakowem od powrotu do Ekstraklasy. Wrócił z remisem 1:1, który smakuje jak porażka.
Przewaga nic nie dała
Przez większość meczu Widzew grał w przewadze numerycznej. Arsenić zobaczył czerwoną kartką już w 36. minucie i od tej chwili Łodzianie powinni byli dyktować warunki. Przez długi czas atakowali, ale bramki nie zdobywali. Pierwszy celny strzał oddali dopiero w 92. minucie. To liczba, która mówi wszystko o problemach drużyny Vukovicia w ofensywie.
Alvarez dał nadzieję
W 94. minucie wydawało się, że Widzew jednak wyjedzie z trzema punktami. Fran Alvarez trafił pod poprzeczkę i doprowadził do prowadzenia. Łodzianie cieszyli się przez chwilę. Raków odpowiedział w 97. minucie i zdobył wyrównującego gola. Przy okazji Fadiga wyeliminował z gry bramkarza Drągowskiego, jednak sędzia uznał trafienie.
Punkty mogą być na wagę złota
Widzew nie wygrał z Rakowem jeszcze ani razu od powrotu do elity. Ten remis boli szczególnie, bo szansa była realna. W kontekście walki o utrzymanie każdy stracony punkt może mieć znaczenie na koniec sezonu.
