Gustaf Norlin nie dostał rzutu karnego, bo sam się do tego przyczynił. Sędziowie VAR zauważyli na powtórkach, że Szwed przyjął piłkę ręką, zanim Bartosz Szeliga go kopnął. Arbiter Tomasz Wajda odwołał swoją decyzję i podyktował rzut wolny dla Stali.
Wajda był blisko, ale nie mógł wszystkiego zobaczyć
Jak tłumaczy na łamach TVP Sport były sędzia Rafał Rostkowski, arbiter Tomasz Wajda zajmował doskonałą pozycję do oceny faulu Szeligi. Widział wyraźnie, że obrońca Stali kopnął Norlina od tyłu w polu karnym i od razu podyktował rzut karny. Nie mógł jednak zauważyć, co zawodnik ŁKS zrobił ułamek sekundy wcześniej.
VAR odkrył kluczowy szczegół
Rostkowski podkreśla, że sędziowie wideo Grzegorz Kawałko i Łukasz Kuźma spisali się w tej sytuacji bez zarzutu. Na powtórkach dostrzegli, że Norlin przyjął piłkę lewą ręką, co pozwoliło mu ją zatrzymać na klatce piersiowej, a dopiero wtedy Szeliga go kopnął. Kawałko i Kuźma wezwali Wajdę do monitora, a ten po obejrzeniu nagrania zmienił decyzję na rzut wolny dla rzeszowian.
Spalony? Tego nie wiadomo
Jak zauważa Rostkowski sytuacja miała jeszcze jeden niejasny element. W momencie podania do Norlina zawodnik ŁKS mógł znajdować się na pozycji spalonej. Sędziowie wideo w Betclic I Lidze nie dysponują jednak tak zaawansowanymi narzędziami technicznymi jak ich koledzy w Ekstraklasie i tej kwestii nie byli w stanie jednoznacznie rozstrzygnąć.
