Ghański skrzydłowy wraca do Łodzi po trzech tygodniach spędzonych w Nigerii. Widzew potwierdził, że Osman Bukari przyleci do Polski w sobotę.
Koniec koszmaru
Bukari utknął za granicą przy kompletowaniu dokumentów potrzebnych do pracy w Polsce. Klub współpracował z placówkami dyplomatycznymi, żeby przyspieszyć sprawę. Rzecznik prasowy Widzewa Jakub Dyktyński przyznał, że mogło to potrwać znacznie dłużej.
- Udało się to załatwić dosyć szybko, bo praktyka, o której słyszeliśmy od Straży Granicznej i ABW, pokazuje, że mogło być znacznie dłużej – powiedział Dyktyński.
Trener broni piłkarza
Trener Aleksandar Vuković zaznaczył, że zawodnik nie ponosi winy za całą sytuację.
- Chciałbym podkreślić, że tym razem to nie jest wina zawodnika. Sytuacja z przepisami i dokumentami jest jednoznaczna – stwierdził szkoleniowiec.
Vuković dodał, że sztab na bieżąco monitorował pracę Bukariego na odległość i ocenił, że piłkarz nie będzie miał dużych zaległości po powrocie.
Widzew czeka na ratunek
Widzew zapłacił za Bukariego 5,5 mln euro, co czyni go najdroższym transferem w historii Ekstraklasy. Klub zajmuje teraz miejsce w strefie spadkowej i traci trzy punkty do bezpiecznej pozycji. W sezonie zostało sześć kolejek i trener liczy, że skrzydłowy zdąży pomóc drużynie przed końcem rozgrywek.
