Adwokat Sebastiana M. kwestionuje ustalenia ekspertów dotyczące tragedii na autostradzie. Łódzki przedsiębiorca odpowiada za śmierć trzech osób.
Proces trwa od października
Przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie toczy się sprawa Sebastiana M., który prowadził BMW podczas śmiertelnego wypadku na A1. W zderzeniu zginęła cała rodzina – rodzice i małe dziecko wracali z wakacji. Ich samochód KIA po uderzeniu wjechał w barierki i stanął w płomieniach. Kierowca BMW i dwaj pasażerowie wyszli bez obrażeń.
Obrona podważa kluczowe dowody
Adwokat Katarzyna Hebda zakwestionowała niemal wszystkie ustalenia biegłych. Twierdzi, że eksperci błędnie określili prędkość BMW. Nie zgadza się też z tym, że ślady na jezdni to ślady hamowania. Kwestionuje również miejsce, w którym doszło do pierwszego kontaktu między pojazdami.
Spór o ślady na autostradzie
Obrończyni wskazuje na ślady żłobienia w betonie na lewym pasie, które znajdują się 150 metrów przed miejscem wypadku ustalonym przez biegłych. Pyta, dlaczego eksperci w ogóle nie wzięli ich pod uwagę w swojej opinii.
Sąd odrzucił wniosek o opinię BMW
Obrona chciała, żeby producent BMW wypowiedział się o wiarygodności odczytów prędkości z systemu EDR. Chodziło o to, czy przeróbki sterownika silnika mogły wpłynąć na zapisane dane. Sąd odmówił – uznał, że firma musiałaby znać całość akt, co nie jest możliwe.
Proces potrwa jeszcze miesiące
Rozprawa rozpoczęła się 22 października 2025 roku. Obrona zapowiada kolejne wnioski dowodowe. Sebastianowi M. grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.
