Kobieta od kilku dni pracuje po 12 godzin. Wieczorem nagrała dramatyczny apel do internautów. „Ledwie widzę na oczy” – powiedziała wprost.
Lód w miskach, odchody na podłodze
44 psy i 3 koty odebrano z pseudohodowli w okolicach Zgierza. Interwencja odbyła się wspólnie z policją z Komendy Powiatowej w Zgierzu. Zwierzęta żyły bez słomy w budach, bez czystej wody i bez opieki weterynaryjnej. W miskach stała karma i lód. Wszędzie zalegały niesprzątane odchody. Żaden pies nie był szczepiony. Z tego miejsca sprzedawano wcześniej szczenięta chore na parwowirozę i koronawirusa. Wiele z nich umarło.
„Nie mamy do nikogo zaufania”
Fundacja Medor przyjęła zwierzęta i natychmiast zaczęła walkę o ich życie. Właścicielka fundacji jest na emeryturze, ale przyjeżdża do schroniska niemal codziennie. W nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych powiedziała, że jej zespół jest na granicy wytrzymałości. „Kilka razy dziennie kroplówki, leki, sprzątanie podkładów, zmienianie rękawiczek. To jest praca naprawdę ogromna” – mówiła zmęczonym głosem.
Fundacja ma doświadczenie w walce z parwowirozą. Dwa lata temu przeżyły 32 psy objęte epidemią. Teraz historia może się powtórzyć. Psy dostały surowice i kolejne dawki leków. Zdrowe psy ze schroniska zostały dawcami krwi.
Nie dzwońcie, nie piszcie
Właścicielka fundacji wprost poprosiła internautów, żeby nie zalewali jej zespołu telefonami i wiadomościami. „Nas jest garstka. Nie ma sekretariatu, nie ma dyrektora. Po prostu nie ma kto odpisywać” – tłumaczyła. W fundacji pracuje 10 osób, ale wszystkie zajmują się bezpośrednią opieką nad zwierzętami. Nikt nie odbiera telefonów ani nie odpowiada na maile.
Kobietę niepokoją też próby adopcji psów prosto z interwencji. „Nie wiecie skąd są te psy, z czego mogą być nosicielami. Możecie zarazić własne psy, sąsiadki, kogokolwiek” – ostrzegała.
Potrzebna karma i pieniądze
Fundacja nie założyła jeszcze zbiórki, choć koszty leczenia i opieki są ogromne. Na razie prosi o mokrą karmę dla szczeniąt, duże podkłady higieniczne i dobre słowo. Część psów jest skrajnie niedożywiona. „Niektóre to prawie skóra i kości” – powiedziała właścicielka. Zbiórkę można wesprzeć pod adresem ratujemyzwierzaki.pl/walentynki-medora. Sprawa pseudohodowli jest objęta postępowaniem prokuratorskim, a jej właścicielka została zatrzymana.
