We wtorek w Sądzie Rejonowym w Piotrkowie zeznawali strażacy, którzy gasili płonącą KIA po wypadku na A1. Prokuratura chce odrzucić prywatną ekspertyzę obrony. 26 lutego sąd podejmie kluczową decyzję.
Strażacy przypomnieli horror z autostrady
Przed sądem stanęli we wtorek strażacy z PSP w Piotrkowie. Komendant Paweł Dela i jego ludzie zeznawali o akcji gaśniczej sprzed ponad dwóch lat. Opowiadali o spalonych ciałach i dziecięcych zabawkach rozrzuconych na pasie autostrady. Większość szczegółów zatarła się w pamięci. Zeznania nie przyniosły przełomu.
Obrona stawia na koło dojazdowe
Sebastian M. odpowiada za spowodowanie tragedii, w której zginęła cała rodzina. Jego BMW jechało ponad 300 kilometrów na godzinę, gdy uderzyło w KIA. Obrona przedstawiła prywatną ekspertyzę, która wskazuje na rozerwaną oponę koła dojazdowego. Według tej wersji koło pochodziło z KIA i mogło wpłynąć na przebieg zdarzenia. Policja zabezpieczyła je na miejscu wypadku, ale nie włączyła do akt sprawy.
Prokuratura nie ustępuje
Prokurator Aleksander Duda z Prokuratury Okręgowej w Katowicach odrzuca argumenty obrony. Twierdzi, że prywatna ekspertyza wybiórczo analizuje fakty i powstała na zamówienie oskarżonego. Prokuratura podtrzymuje wszystkie zarzuty z aktu oskarżenia.
Sąd zdecyduje 26 lutego
Pełnomocnik rodziny ofiar, adwokat Łukasz Kowalski, przyznaje, że nadchodzi moment przełomowy. Sąd musi ocenić, czy ekspertyza obrony zasługuje na uwzględnienie. Jeśli odpowiedź będzie negatywna, proces zbliży się do końca. Kowalski podkreśla, że żaden dowód nie obciąża kierowcy KIA. Prędkość BMW była ogromna – niezależnie czy wynosiła 250 czy 300 kilometrów na godzinę.
Sebastianowi M. grozi do ośmiu lat więzienia.
