Proces Sebastiana M. schodzi na dziwne tory. Obrona atakuje ofiary tragedii na A1

FK
FK

Sąd w Piotrkowie Trybunalskim prowadzi proces kierowcy BMW, który spowodował śmiertelny wypadek na autostradzie A1. Obrona przyjęła kontrowersyjną strategię – zamiast bronić oskarżonego, atakuje ofiary i sugeruje, że to one ponoszą winę za tragedię.

Co się stało na autostradzie A1

We wrześniu 2023 roku na autostradzie A1 doszło do tragicznego wypadku. BMW prowadzone przez Sebastiana M. jechało z prędkością ponad 300 km/h. Samochód uderzył w kię, którą podróżowała rodzina z małym dzieckiem. Po zderzeniu auto ofiar uderzyło w bariery i stanęło w płomieniach. Rodzice i dziecko spłonęli żywcem.

Według prokuratury Sebastian M. stracił panowanie nad pojazdem i wjechał na pas, którym poruszała się rodzina. Eksperci przeanalizowali czarną skrzynkę BMW i odtworzyli przebieg wypadku. Z nagrań wynika, że to kierowca sportowego auta ponosi odpowiedzialność za tragedię.

Teoria o tajemniczym kole

W grudniu 2024 roku Gazeta Wyborcza opisała prywatną ekspertyzę, którą zamówiła rodzina oskarżonego. Dokument sporządził inżynier Łukasz Gil z firmy o nazwie Centralne Biuro Ekspertyz Sądowych. Ekspertyza postawiła kontrowersyjną tezę – że wypadek mogło spowodować koło dojazdowe znalezione na miejscu tragedii.

Biegły stwierdził, że nikt nie zbadał, czy rodzina w kii nie jechała przypadkiem na tym kole. Koło dojazdowe pozwala na jazdę maksymalnie 80 km/h. Gdyby ofiary jechały nim 120 km/h, mogło pęknąć i spowodować utratę kontroli nad pojazdem.

Teoria nie ma potwierdzenia w dowodach. Biegły nie udowodnił, że koło należało do kii ani że było zamontowane w samochodzie ofiar. Stwierdził jedynie, że tej kwestii nie zbadano.

Jak działa obrona w sądzie

Sebastian M. wykorzystuje prywatną ekspertyzę podczas procesu. Kwestionuje pracę biegłych, którzy opiniowali dla prokuratury. Zarzuca policji, że źle zabezpieczyła ślady na miejscu wypadku.

Na rozprawach oskarżony sam przesłuchuje świadków. Podczas jednej z rozpraw wypytywał policjantkę, która pracuje przy wypadkach od 18 lat. Funkcjonariuszka stwierdziła, że czuje się jak na egzaminie i jest pouczana przez osobę oskarżoną.

Mecenas Katarzyna Hebda, obrończyni Sebastiana M., domaga się dopuszczenia prywatnej opinii jako dowodu w sprawie. Przekonuje, że jeśli są wątpliwości, należy je wyjaśnić. Sędzia Renata Folkman zdecyduje o tym w lutym, po przesłuchaniu wszystkich świadków.

Media nie mogą zobaczyć ekspertyzy

Kanał Zero, który alarmował o sprawie, próbował uzyskać dostęp do prywatnej ekspertyzy. Mecenas Hebda odmówiła, tłumacząc, że dokumentu nie może udostępnić bez zgody klienta przebywającego w areszcie. Sąd również nie zgodził się na wgląd w akta sprawy ani w samą opinię.

Dziennikarzom powiedziano, że mogą przyjść na rozprawę i tam się dowiedzieć wszystkiego. Kiedy reporter poprosił o potwierdzenie wstępu, nie otrzymał odpowiedzi.

Kontrowersje wokół pracy policji

Podczas przesłuchań wyszły na jaw nieprawidłowości w działaniach służb. Tuż po wypadku policjanci wozili Sebastiana M. radiowozem po kilku miejscowościach. Nikt nie zbadał, dokąd dokładnie jeździli i do kogo dzwonili. Sebastian M. zdalnie wykasował zawartość swojego telefonu.

Patrol, który przyjechał jako pierwszy na miejsce wypadku, został zmieniony. Nikt nie wyjaśnił, dlaczego tak się stało. Telefonów policjantów nigdy nie sprawdzono.

Co grozi oskarżonemu

Sebastian M. odpowiada za spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. W najgorszym przypadku grozi mu od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Proces trwa, a sędzia musi jeszcze przesłuchać ponad 20 świadków.

Świadkowie zeznają o dramatycznych scenach z miejsca wypadku. Widzieli, jak samochód zaczyna płonąć, a w środku znajdują się żywi ludzie. Matka próbowała osłonić dziecko przed ogniem. Nie udało się ich uratować.

Quick Link

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *