Sebastian M., oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1, stanął przed sądem i wyjaśniał, dlaczego po tragedii wyjechał do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Mężczyzna zapewniał, że nie czuł się winny.
Biznes był ważniejszy niż śledztwo
Podczas rozprawy sędzia zapytała wprost: dlaczego Sebastian M. opuścił Polskę zaraz po wypadku, w którym zginęła trzyosobowa rodzina? Oskarżony odpowiedział, że wybrał się do Dubaju w celach biznesowych. Dodał, że nie uważał się za winnego śmierci ofiar.
Dwa miesiące w więzieniu w Dubaju
M. tłumaczył, że nie wrócił do kraju, ponieważ władze ZEA zabroniły mu opuszczenia emiratu. Wkrótce po przylocie został zatrzymany i spędził dwa miesiące w areszcie. Później wyszedł na wolność, ale musiał zostać w Dubaju. Trwało postępowanie ekstradycyjne.
Bał się „nagonki” w Polsce
Oskarżony wnioskował o ekstradycję do Niemiec, a nie do Polski. Tłumaczył, że ma obywatelstwo obu krajów. Jako powód wskazał „nagonkę” na niego i jego rodzinę w Polsce. Chciał odpowiadać przed sądem z wolnej stopy, ale dwukrotnie odmówiono mu listu żelaznego.
Jechał 300 km/h
Wypadek na A1 wydarzył się w 2023 roku w Sierosławiu. Zginęli dwoje dorosłych i pięcioletnie dziecko. Biegli ustalili, że Sebastian M. mógł jechać nawet 300 kilometrów na godzinę. Proces wciąż trwa.
