ŁKS wydał oficjalne oświadczenie po sobotnich zamieszkach przy al. Unii Lubelskiej. Przyznał, że kibice napotkali poważne utrudnienia przy wejściu na stadion.
Opóźnienie rozpoczęło problemy
Kibice Ruchu Chorzów mieli przyjechać na dworzec Łódź Kaliska około godz. 12:30. Ich pociąg się opóźnił, co zachwiało całą organizacją ruchu w okolicach stadionu. Policja musiała na bieżąco reagować na zmieniającą się sytuację, a kibice gospodarzy utknęli w kolejkach przed bramofurtami. W pewnym momencie sytuacja wymknęła się spod kontroli – w kierunku funkcjonariuszy poleciały petardy i butelki. Policja użyła patroli konnych, które rozgoniły tłum. Czterech policjantów odniosło lekkie obrażenia, jeden kibic trafił do szpitala.
Klub przyznaje się do problemów
ŁKS nie zrzucił całej winy na służby. W komunikacie napisał wprost: „Docierające do nas sygnały, jak również nasze własne obserwacje, potwierdzają, że część z Państwa napotkała wówczas wyraźne utrudnienia przy wejściu na stadion Króla i nie pozostawiamy tego bez reakcji.” Jednocześnie klub zaznaczył, że nie miał wpływu na decyzje operacyjne policji: „Zabezpieczenie spotkania prowadziły służby mundurowe odpowiedzialne za bezpieczeństwo w rejonie stadionu.”
ŁKS przeprosił kibiców
ŁKS zapowiedział analizę całego dnia meczowego i zachęcił kibiców do zgłaszania uwag. „Przepraszamy za wszelkie niedogodności, które towarzyszyły Państwu przed rozpoczęciem spotkania” – czytamy w komunikacie. Klub potraktował sobotnie zdarzenia jako „istotny materiał do dalszej analizy i poprawy organizacji dnia meczowego”.
