Piłkarze ŁKS-u przywieźli tylko punkt z Pruszkowa. Drużyna Grzegorza Szoki zremisowała 1:1 ze Zniczem i zmarnowała okazję na drugie zwycięstwo z rzędu. Jedyną bramkę dla łodzian strzelił Jasper Löffelsend.
Mecz zaczął się fatalnie dla ŁKS-u
Mecz w Pruszkowie rozpoczął się fatalnie dla gości. Już w 12. minucie gospodarze objęli prowadzenie. Piotr Głowacki nie porozumiał się z bramkarzem Łukaszem Jakubowskim przy dośrodkowaniu, a Tabara wykorzystał zamieszanie i zdobył gola. Kilka minut wcześniej, boisko musiał opuścić Fabian Piasecki. Napastnik ŁKS-u padł na murawę bez kontaktu z przeciwnikiem.
ŁKS długo szukał sposobu na wyrównanie. Dopiero w 34. minucie Głowacki, który był winny straty gola, tym razem idealnie dośrodkował na głowę Jaspera Löffelsenda. Niemiec nie zmarnował okazji i wyrównał stan meczu.
Lewandowski marnuje świetną szansę
Po przerwie ŁKS miał znakomitą okazję do objęcia prowadzenia. Löffelsend oddał strzał, bramkarz Znicza obronił, ale piłka trafiła pod nogi Mateusza Lewandowskiego. Napastnik stał zaledwie dwa metry od pustej bramki, ale nie trafił w piłkę. To była najlepsza okazja łodzian w całym meczu.
Później gra toczyła się bez większych emocji. Obie drużyny chciały zdobyć zwycięskiego gola, ale brakowało pomysłu na rozbicie defensywy rywala. Mecz zakończył się remisem, który rozczarował kibiców ŁKS-u.







