Wilk, który wpadł w kłusownicze sidła pod koniec grudnia 2025 roku, nie przeżył. Lekarze z Leśnego Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt podjęli decyzję o eutanazji po kilku dniach walki o jego życie.
Akcja ratunkowa w lesie
Informację o uwięzionym zwierzęciu służby otrzymały 29 grudnia. Wilk wpadł we wnyki zastawione na sarny w Leśnictwie Łękawa 2 w Nadleśnictwie Bełchatów, tuż przy granicy z Leśnictwem Wierzeje.
Na miejsce natychmiast pojechał zespół ratowniczy z lekarzem weterynarii. Zwierzę zostało uśpione z broni pneumatycznej i uwolnione z sideł. Następnie przewieziono je do ośrodka rehabilitacji.
Lekarze nie zdołali uratować łapy
Wnyk zacisnął się na prawej przedniej kończynie wilka. Zwierzę prawdopodobnie spędziło w pułapce wiele godzin, może nawet dni. Łapa nie odzyskała ukrwienia. Nastąpiły nieodwracalne zmiany.
Przez kilka dni lekarze weterynarii czuwali przy wilku niemal bez przerwy. Zmieniali się co kilka godzin. Konsultowali się z dr Sabiną Pierużek-Nowak ze Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” i innymi specjalistami.
Amputacja nie wchodziła w grę
Medycy rozważali amputację kończyny. Jednak dla dzikiego zwierzęcia oznaczałoby to wyrok. Wilk z jedną przednią łapą nie przeżyłby w naturze. Druga kończyna szybko uległaby przeciążeniu. Życie w niewoli dla dzikiego drapieżnika to nieustanny stres i cierpienie.
Wszystkie konsultowane opinie były zgodne. Jedynym humanitarnym rozwiązaniem była eutanazja.
Policja szuka kłusownika
Ośrodek przygotowuje pełną dokumentację leczenia dla Policji w Bełchatowie. Funkcjonariusze prowadzą dochodzenie w sprawie kłusownictwa.
Wnyki to nielegalne narzędzia łowieckie. Nie wybierają ofiary – łapią wszystko, co wejdzie w pętlę. Mogą to być dzikie zwierzęta, psy domowe, a nawet ludzie.
Śledczy mają nadzieję, że uda się ustalić sprawcę i postawić go przed sądem.
