Widzew może mieć poważne kłopoty. Klub w obecnym sezonie wydał na transfery ponad 20 milionów euro, podczas gdy w poprzednich rozgrywkach zarobił zaledwie 15 milionów. Taka dysproporcja może oznaczać problemy z przepisami licencyjnymi.
Zimowe zakupy przekroczyły roczne przychody
Tylko zimowe okno transferowe kosztowało Widzew około 12 milionów euro. Do drużyny dołączyli Osman Bukari, Przemysław Wiśniewski, Emil Kornvig i Carlos Issac. Pieniądze na zakupy zapewnia właściciel Robert Dobrzycki, szef firmy Panattoni.
UEFA i PZPN stawiają twarde limity
Mecenas Adam Zakrzewski wyjaśnił w rozmowie z PS Onet, że polskie kluby muszą przestrzegać ścisłych zasad. Przepisy UEFA i PZPN określają, że deficyt między wydatkami a przychodami nie może przekroczyć 5 milionów euro w ciągu trzech lat.
Widzew przekroczył już swoje roczne przychody tylko wydatkami na transfery. To oznacza, że klub będzie musiał szybko znaleźć sposób na zbilansowanie finansów.
Jak Widzew może uniknąć sankcji?
Prawnik wskazał dwa rozwiązania. Pierwsza opcja to pozyskanie dużych kontraktów sponsorskich. Druga to sprzedaż zawodników.
Istnieje też trzecia droga – wkład właścicielski. Jeśli Dobrzycki zdecyduje się na emisję nowych akcji i sam je wykupi, limit wzrasta do 60 milionów euro. To jednak wymaga formalnych procedur i nie każda forma wsparcia ze strony właściciela się liczy.
Co grozi klubowi?
Jeśli Widzew nie zrównoważy wydatków z przychodami, może nie otrzymać licencji na grę w rozgrywkach krajowych lub europejskich. Dla drużyny, która właśnie zainwestowała fortunę w wzmocnienia, byłaby to katastrofa.
