Miał być hit, a wyszedł kit. Jak twierdzą mieszkańcy, psi park na Teofilowie nie jest tak fajny jak opisywał go radny Mateusz Walasek. Mówią wprost. Robotę spartolono…
Radny zadowolony, pies też
Walasek twierdzi, że otwarcie psiego parku to sukces Budżetu Obywatelskiego. Podoba mu się ogrodzenie, przyrządy do zabawy, ławki, kosze na śmieci i oświetlenie. Jego berneńczyk Bryś pełnił funkcję nieformalnego „inspektora nadzoru”. Radny nie zgłosił żadnych zastrzeżeń do jakości wykonania.
Błoto, gruz i furtka, która nie pasuje
Mieszkańcy okolicy odpowiedzieli na jego relację obszernym postem. Zwrócili uwagę, że plac powstał na podłożu gliniastym, które nie przepuszcza wody. Oznacza to, że po każdych opadach teren zamienia się w ślizgawkę z błota. Na zdjęciach, które dołączyli do swojej odpowiedzi, widać zamrożone kałuże, ślady butów i psich łap wciśniętych w grząski grunt oraz kamienie i gruz, które zostały po budowie. Mieszkańcy wskazali też na stare drzewa owocowe, pod którymi zalega duża ilość zgniłych owoców i gałęzi. Ostrzegli, że psy próbują to jeść, co może skończyć się wizytą u weterynarza.
Furtka z dziurą w ziemi
Osobny problem stanowią furtki. Mieszkańcy opisali je jako niedopasowane do konstrukcji — zaczepiają o podłoże i zbierają błoto. Największe zastrzeżenia wzbudziła furtka środkowa, która oddziela dwa pola placu. Wykonawcy zamontowali ją za nisko, więc żeby w ogóle dało się ją otworzyć, wykopali pod nią dziurę. Dziura ta zbiera wodę, bo grunt jest gliniany i nieprzepuszczalny.
Czy prace zostaną dokończone?
Mieszkańcy napisali wprost, że inwestycja jest spartolona i że radnemu powinien był zadziałać instynkt samozachowawczy, zanim zdecydował się ją publicznie chwalić. Jednocześnie wyrazili nadzieję, że prace zostaną dokończone po poprawie pogody i że to, co widać teraz, nie jest finalnym efektem projektu finansowanego z pieniędzy publicznych. Psi plac zabaw przy ul. Baczyńskiego powstał z Budżetu Obywatelskiego miasta Łodzi.
